Futbol totalny, wybitni zawodnicy, trzy finały mistrzostw świata i… brak wymarzonego tytułu. Piłkarska reprezentacja Holandii jest jedną z najbardziej niespełnionych w historii futbolu. Teraz w dodatku przeżywa poważny kryzys, nie pierwszy w dziejach.

To, co najlepsze w holenderskiej piłce nożnej zaczęło się od Rinusa Michelsa na przełomie lat 60 i 70 ubiegłego stulecia. Wybitny trener jest twórcą „futbolu totalnego”, który był innowacją w tamtych czasach – w jego zespole nie było sztywnego podziału na pozycje, wszyscy mieli bronić i atakować, często przemieszkać się po boisku i wymieniać dużą liczbę podań. Taka gra była i efektowna i efektywna.

W 1974 roku legendarny trener doprowadził drużynę narodową do finału mistrzostw świata, w którym Oranje ulegli Niemcom 1:2. To była pierwsza tak genialna generacja holenderskich piłkarzy, z Johanem Neeskensem i Johanem Cruyffem na czele.

Na kolejnych wielkich imprezach zmieniali się trenerzy, ale nie wpłynęło to negatywnie na zawodników. Na Euro 1976 zdobyli brązowy medal, a na mundialu 1978 znów zostali wicemistrzami świata, tym razem ulegając w finale Argentynie (1:2). Wówczas zespół prowadził Ernst Happel, który miał inne podejście do piłki niż Michels. Austriak był pragmatykiem, który skuteczność i wyniki przedkładał nad efektowną grą.

Pierwszy kryzys i… mistrzostwo Europy

Kolejne lata nieoczekiwanie były okresem posuchy. Holendrzy od 1980 do 1986 nie zakwalifikowali się na żaden z wielkich turniejów. Powrócili jednak w wielkim stylu. Na Euro 1988 w Niemczech sięgnęli po złote medale i do tej pory to ich największy sukces.

Duży wpływ na zwycięstwo miał powrót Michelsa. Holandia znów miała wielkie pokolenie z Marco van Bastenem, Ruudem Gullitem czy Frankiem Rijkaardem.

Prawdziwy wysyp piłkarskich diamentów z Holandii miał miejsce jednak w latach 90. Patric Kluivert, Dennis Bergkamp, bracia de Boerowie, Edwin van der Saar, Clarence Seedorf, Edgar Davids – to tylko niektóre z wielkich gwiazd kraju tulipanów. Szkółka Ajaksu, dzięki Cruyffowi, stała się maszynką do produkcji wybitnych zawodników, a sam klub z Amsterdamu był jednym z najmocniejszych na kontynencie.

To jednak nie przełożyło się do końca na sukcesy reprezentacji. Czwarte miejsce mundialu 1998 i dwa półfinały Euro (1992 i 2000), to zdecydowanie poniżej możliwości tej generacji.

3

Brak awansu na mistrzostwa świata w 2002 roku był impulsem do kolejnych, jak się okazało dobrych, zmian. Kadrę dostał niedoświadczony van Basten, który odświeżył zespół. Wprowadził do niego m.in. Robina van Persiego, Arjena Robbena, Wesleya Sneijdera czy Dirka Kuyta, czyli piłkarzy, którzy stanowili o sile reprezentacji przez kolejne lata.

Zespół pod wodzą van Bastena grał efektownie, ale zawodził w najważniejszych momentach. Zmienił to Bert van Marwijk, który tak jak Happel przed laty, miał bardziej pragmatyczne podejście. Oparł drużynę na tych samych piłkarzach, co van Basten, ale postawił na wydajność kosztem atrakcyjności.

Efekt przyszedł w 2010 roku w RPA, gdzie Holendrzy po 32 latach awansowali do finału mistrzostw świata. Tym razem przegrali po wyrównanym boju i dogrywce z Hiszpanią (0:1). Formuła van Marvijka też się jednak wyczerpała i po nieudanych ME 2012, w których Oranje nie wyszli z grupy, pożegnał się z kadrą.

Na mundial w 2014 roku Holendrzy jechali bez „ciśnienia” na wynik. Louis van Gaal kilku znanych zawodników – van Persiego, Robbena, Sneijdera – otoczył młodymi i walecznymi piłkarzami. Efekt okazał się zdumiewający. Wspomnieni weterani rozegrali znakomity turniej i Oranje niespodziewanie sięgnęli po brązowe medale.

Po przejęciu kadry Guus Hiddink chciał korzystać z tych samych zawodników, co poprzednik, ale liderzy z mundialu albo zmagali się z kontuzjami, albo byli w zdecydowanie słabszej dyspozycji. W efekcie Holandia skompromitowała się w eliminacjach Euro, do którego po raz pierwszy w historii awansowały aż 24 drużyny.

Na co stać obecną drużynę?

Miejsce odchodzącego z podkulonym ogonem Hiddinka zajął jego asystent Danny Blind, który musi szyć tym, co ma. Czas w kadrze mającego permanentne problemy zdrowotne Robbena czy Sneijdera dobiega już końca, a ich następców nie widać. Vincent Janssen, Davy Klaassen czy Quincy Promes to obiecujący piłkarze, ale mimo wszystko brak im talentu na miarę wybitnych poprzedników. Dynamiczny Memphis Depay miał podbić angielską Premier League, ale na razie jest tylko rezerwowym w Manchesterze United.

Kevin Strootman, który nie pojechał na ostatni mundial z powodu kontuzji, i syn trenera Daley, to trochę za mało, żeby oczekiwać medalu mistrzostw świata. Na tę chwilę sukcesem dla Holendrów będzie sam awans na turniej w Rosji. Wprawdzie w poniedziałek toczyli wyrównany bój z Francuzami (0:1), ale widać było większą dojrzałość po stronie wicemistrzów Europy. Różnicę stanowili indywidualności. Oranje nie mają w swoich szeregach piłkarzy pokroju Paula Pogby, Antoine’a Griezmanna czy Dimitriego Payeta.

Realnie patrząc, zespół Blinda powinien walczyć ze Szwecją o drugie miejsce w grupie, dające prawo gry w barażach. A w dłuższej perspektywie musi po prostu… czekać. Czekać na kolejne pokolenie wybitnych piłkarzy.

 

źródło: http://sport.tvp.pl/

(Visited 58 times, 1 visits today)