Polacy są wściekli na polskiego zawodnika MMA. Nie bez powodu, bo ten postanowił udowodnić, że regularne walki raczej nie sprzyjają myśleniu.

Tymoteusz Ś. brutalnie zabił małego kotka, do czego zresztą się przyznał. Powód? Idiotyczny. Była to bowiem „zemsta” na ojcu zawodnika.

Po kłótni z ojcem, Tymoteusz Ś. otrzymał sądowy zakaz zbliżania się do niego oraz swojego brata. Nie przejął się tym jednak i na początku sierpnia pojawił się pod rodzinnym domem.

Tymoteusz przyjechał do ojca, żeby „odzyskać trzymiesięcznego kotka, o którego zniknięcie obwiniał rodzica”. W efekcie doszło do kłótni i szarpaniny. Wtedy zawodnik MMA postanowił się popisać, używając swojej siły przeciwko małemu kocięciu. Złapał kotka (nie tego, którego szukał) za nogi i zaczął bezmyślnie uderzać nim w lusterko samochodu, aż to odpadło.

Kotek nie przeżył, a zawodnikowi postawiono zarzuty znęcania się nad zwierzętami.

Z kolei jak przekonuje sportowiec, śmierć kotka to nieszczęśliwy wypadek. Po tym jak pokłocił się ze swoim ojcem, miał pod wpływem emocji wsiąść do samochodu. Jak relacjonuje, okazało się, że mały zwierzak schował się pod pojazdem co nie skończyło się dla niego dobrze, z uwagi na to, że nikt tego nie zauważył.

źródło: pikio.pl

(Visited 43 times, 43 visits today)