Holenderski fotoreporter Jeroen Oerlemans zginął w Libii z rąk snajpera Państwa Islamskiego.

Śmierć potwierdziło w niedzielę ministerstwo spraw zagranicznych, a także magazyn Knack, który zatrudniał Oerlemansa. W Libii fotograf pracował nad reportażem z Joanie de Rijke, również pracującą w Knack. To właśnie ona poinformowała o śmierci swojego kolegi.




Niedziela do Polski

Oerlemans miał na sobie kamizelkę kuloodporną. Nie uchroniło go to jednak przed kulą, która trafiła w okolice serca.

Thomas Bruning ze stowarzyszenia holenderskich dziennikarzy NVJ nazwał śmierć Oerlemansa wielkim ciosem dla wszystkich ludzi pracujących w tym zawodzie. – To bardzo, bardzo smutne, że stracił życie, wykonując tak ważną pracę – oświadczył.

Wstrząśnięty jest też Bert Koenders, szef MSZ. – To był dziennikarz, który kontynuować pracę tam, gdzie inni się zatrzymywali – stwierdzi




źródło wp.pl