O takim meczu będzie się mówiło i pisało latami. Polscy szczypiorniści w ćwierćfinale turnieju olimpijskiego ograli Chorwatów (30:27) i zagrają o medale!




Ćwierćfinał. Szósty mecz turnieju. Najważniejszy ze wszystkich. Zwycięstwo daje przepustkę do bram raju, porażka niweczy dorobek ostatnich miesięcy. Przeszkodą Chorwaci, zespół, który w styczniu pozbawił naszych szczypiornistów awansu do półfinału mistrzostw Europy.

Przed meczem więcej niż o rewanżu mówiło się o problemach zdrowotnych Michała Jureckiego. Nasz lider znalazł się w składzie na mecz, ale rozpoczął pojedynek na ławce rezerwowych.

Obawiano się czy istnieje reprezentacja bez „Dzidziusia”. Istnieje i ma się całkiem dobrze. Świetnie w mecz weszli Karol Bielecki i Krzysztof Lijewski. Cieszyła zwłaszcza postawa tego drugiego. W poprzednich meczach prawy rozgrywający prezentował się przeciętnie, by nie napisać słabo. Obudził się wtedy, kiedy kadra najbardziej go potrzebowała.




niedziela do polski
Na wysokim procencie skuteczności grali także Chorwaci. W drugiej linii szalał Luka Stepancić i nasi szczypiorniści nie mogli znaleźć recepty na leworęcznego rozgrywającego. Nie brakowało jednak powodów do optymizmu. Zwłaszcza, gdy po wejściu do bramki Piotra Wyszomirskiego Polacy złapali swój rytm i wyszli na prowadzenie 15:11.

To był zespół, który chcieliśmy widzieć. Wreszcie pewny Mateusz Kus na środku defensywy, skuteczni skrzydłowi i niesamowity Wyszomirski z 50 proc. skutecznością w pierwszej połowie.

Chorwaci sprawiali wrażenie zdezorientowanych. Przecież to oni wygrali swoją grupę i to oni mieli wystąpić w roli kata, tymczasem bili głową w mur ustawiony przez Wyszomirskiego. Nasz golkiper bronił jak w transie. Karny, próby z koła, potężne rzuty z dystansu – wszystko padało jego łupem.

W 45 minucie zrobiło się jednak groźnie. Kilka błędów, niewykorzystane okazje i Chorwaci zmniejszyli stratę do jednego trafienia. Po chwili był już remis. Horror wisiał w powietrzu.



Rywale nacierali. Przypomniał o sobie Stepancić, coraz częściej na skrzydle urywał się Ivan Cupić. To jednak Polacy zachowali więcej zimnej krwi. Wykorzystali wykluczenie Gojuna i nie dali sobie wyrwać zwycięstwa. Kropkę nad i postawił fenomenalny dzisiaj Lijewski. Upragniony półfinał jest nasz. Panowie, wieczny szacunek.




źródło: wp.pl


(Visited 93 times, 2 visits today)