Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama odwołał spotkanie z prezydentem Filipin Rodrigo Duterte, po tym jak przywódca w sposób obraźliwy wypowiedział się pod jego adresem.

Barack Obama przyleciał do Vientiane, stolicy Laosu na szczyt ASEAN (Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej). W planach amerykańskiego przywódcy było m.in. spotkanie z prezydentem Filipin Rodrigo Duterte. Po tym jak Filipińczyk miał się obraźliwie wypowiedzieć pod adresem Obamy, rozmowy zostały odwołane.




president-rodrigo-duterte-preen-e1462878578448

„Jestem prezydentem niezależnego kraju, a nie jakąś marionetką”

– Za kogo on się uważa? Jestem prezydentem niezależnego kraju, a nie jakąś marionetką, która będzie chodziła na czyimkolwiek pasku. Nikt nie będzie mnie pouczał – miał powiedzieć Duterte. Chwilę później miał nazwać Obamę „sk***synem”. Wypowiedź ta była reakcją na doniesienia, że amerykański przywódca będzie chciał podczas spotkania poruszyć kwestię przestrzegania praw człowieka na Filipinach. Biały Dom skrytykował bowiem stosowanie na Filipinach kary śmierci wobec handlarzy narkotyków bez wyroku sądowego. Duterte dodał, że „Stany Zjednoczone są ostatnim państwem, które powinno krytykować przestrzeganie praw człowieka, za to, co zrobili z migrantami”.

Obama rezygnuje ze spotkania

Reakcja administracji amerykańskiej była natychmiastowa. Barack Obama zrezygnował ze spotkania z Rodrigo Duterte. – Bez wątpienia przywódca Filipin jest barwną postacią. Poleciłem jednak moim doradcom, aby przeanalizowali, czy jest to na pewno odpowiedni moment do prowadzenia konstruktywnych rozmów z Duterte – skomentował Obama.




Obama-sad-and-frustrated

„Amerykanin w czasie kampanii wtykał nos w nie swoje sprawy, a nie powinien”

To nie pierwsze obraźliwe słowa pod adresem Amerykanów. Podczas jednego z publicznych wystąpień Duterte miał uciec się do przekleństw i obraźliwych określeń.



– Jak wiecie, walczę z ambasadorem sekretarza stanu Johna Kerry’ego; z jego gejem, synem k***. Wku*** mnie – powiedział prezydent Filipin. Dodawał, że Amerykanin „w czasie kampanii wtykał nos w nie swoje sprawy, gadając tu i tam, a nie powinien”.

Duterte nie darzy ambasadora Stanów Zjednoczonych sympatią od czasu kampanii wyborczej. Philip Goldberg skrytykował go wówczas publicznie za skandaliczne komentarze dotyczące zgwałconej kobiety. Wówczas jeszcze kandydat na prezydenta rzucił, że sam „miał ochotę zgwałcić seksowną, australijską misjonarkę”. Za swój komentarz został stanowczo potępiony zarówno przez Goldberga, jak i ambasadora Australii.




źródło: wprost.pl


(Visited 119 times, 2 visits today)