Holenderska fundacja alarmuje, że polskie pracownice coraz częściej padają ofiarą przemocy seksualnej. W kraju tulipanów pracuje kilka tysięcy Opolanek.

– Najgorsi wcale nie są Turcy czy Marokańczycy jak się powszechnie przyjęło, ale miejscowi – opowiada Joanna, kędzierzynianka, od 6 lat pracująca w okolicach holenderskiego miasta Venlo. – Obmacują nas w pracy, składają niemoralne propozycje, szantażują, że jak nie pójdziemy z nimi do łóżka to nie dostaniemy odpowiedniej liczby godzin w tygodniu, albo nie przedłużą nami umowy. Zdarza się, że niektóre dziewczyny ulegają temu szantażowi, bo są w bardzo trudnej sytuacji finansowej. To jest jakiś horror.

O tym, że problem jest, Opolanki pracujące w Holandii mówiły od dawna. Ale głównie we własnym gronie.

Często nie przyznawały się do tego swoim mężom i chłopakom.

Zmowę milczenia postanowiła przełamać holenderska fundacja „Fairwork”. Zaczęło się od tego, że dostała sygnały o skandalicznych zachowaniach do jakich dochodziło w jednej z fabryk zajmujących się przetwórstwem mięsa.

Busy do Holandii, Belgii oraz Holandii

Polki były tam zatrudniane na umowach tymczasowych bez gwarancji przepracowania odpowiedniej liczby godzin. Te zależały od ich bezpośrednich przełożonych, którzy postanowili to wykorzystać.

Brygadziści dawali kobietom do zrozumienia, że jak będą im świadczyć usługi seksualne to będą mogły pracować przez pięć czy sześć dni w tygodniu. Jeśli nie, to tylko przez dwa dni.

Kiedy fundacja zaczęła drążyć temat, coraz więcej Polek zdecydowało się jej opowiedzieć o kolejnych skandalicznych praktykach w firmie: molestowaniu, wyzwiskach.

Według Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej w Holandii aż 45 proc. kobiet w wieku powyżej 15 lat zetknęło się z przemocą seksualną.

Ekspert: Taka praca, bez gwarancji praw pracowniczych, gdzie dochodzi do molestowania, to współczesne niewolnictwo.

źródło: nto.pl

(Visited 408 times, 5 visits today)