• Co trzeci Polak może zostać zmuszony do porzucenia Wysp w razie Brexitu
• Głównym powodem, dla którego coraz więcej mieszkańców Wysp chce pożegnać się ze Wspólnotą, jest nadmierna liczba imigrantów – pisze „Rzeczpospolita”

Tylko w zeszłym roku w Królestwie osiedliło się o 330 tys. więcej cudzoziemców niż z niego wyjechało. Za tym nie nadąża rozbudowa szpitali, szkół, infrastruktury publicznej. Dlatego liderzy kampanii na rzecz Brexitu, były burmistrz Londynu Boris Johnson i sekretarz sprawiedliwości Michael Gove obiecują, że jeśli referendum pójdzie po ich myśli, natychmiast ograniczą dostęp imigrantów do brytyjskiego rynku pracy.



– Nie wiemy, co to dokładnie znaczy. Najgorsza jest niepewność – przyznaje „Rz” Ilona Korzeniowska, szefowa największego pisma naszej emigracji „Polish Express”.

W najgorszej sytuacji są ci, którzy przyjechali na Wyspy w ostatnich pięciu latach, bo nie mają prawa do karty pobytu. Zdaniem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) może chodzić o od 120 do nawet 400 tys. osób, średnio co trzeciego Polaka żyjącego dziś w Wielkim Królestwie. To grupa, która musiałaby wrócić do kraju, jeśli Londyn zamknie rynek pracy dla obywateli Unii.

Ale powracających Polaków może być znacznie więcej, gdyby po Brexicie nowy premier zrównał prawa wszystkich imigrantów. Dziś ci, którzy przyjechali spoza zjednoczonej Europy, muszą zarabiać przynajmniej 35 tys. funtów rocznie, aby uzyskać prawo pobytu w Wielkiej Brytanii. A ten warunek spełnia ledwie 30 proc. polskich imigrantów.

Pod koniec ub. tygodnia sondaż dla „Independenta” dawał już przewagę 10 pkt procentowych dla zwolenników Brexitu. Takie wyniki wywołują coraz gorsze nastroje wśród Polaków, którzy wyemigrowali do Zjednoczonego Królestwa.

– Ludzie od dawna wiedzieli, że referendum będzie, ale nikt się nie spodziewał, że może ono naprawdę doprowadzić do opuszczenia przez kraj Wspólnoty. Polacy nagle zaczynają sobie uświadamiać, że to całkiem realny scenariusz. Chcą wyrabiać papiery – prawo pobytu, paszport. Ale na to jest już za późno, bo procedury zajmują wiele miesięcy – mówi „Rz” Tadeusz Stenzel, prezes Zjednoczenia Polskiego – największej organizacji polonijnej na Wyspach.



CODZIENNE PRZEJAZDY BEZ LIMITU BAGAŻU 🙂


– Najgorsza jest niepewność. Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, jakie będą warunki pracy i pobytu Polaków na Wyspach w razie Brexitu. Otrzymujemy w tej sprawie wiele zapytań od czytelników – przyznaje „Rz” Ilona Korzeniowska, redaktor naczelna głównego pisma imigrantów z naszego kraju, „Polish Express”.

Albo w Unii, albo poza nią

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) szacuje, że w razie Brexitu prawo do pracy mogłoby stracić od 120 do nawet 400 tys. Polaków. Chodzi o tych, którzy przebywają w Wielkiej Brytanii mniej niż pięć lat i przez to nie mogą się jeszcze ubiegać o kartę stałego pobytu, co jest pierwszym etapem do uzyskania obywatelstwa. Uniwersytet w Oksfordzie szacuje, że w tej chwili na Wyspach żyje ok. 800 tys. naszych rodaków. Prawo do pracy mógłby więc stracić nawet co drugi polski emigrant, choć bardziej prawdopodobne jest, że takie restrykcje dotkną co trzeciego przybysza z Polski.

O precyzyjne dane trudno, bo nie wiadomo, jak ukształtowałyby się relacje między Wielką Brytanią a Unią po ewentualnym zwycięstwie w referendum przeciwników integracji. Dla Polaków najkorzystniejszym rozwiązaniem byłoby uzyskanie przez Zjednoczone Królestwo statusu, jaki w tej chwili ma Norwegia: pozostanie w Europejskim Obszarze Gospodarczym, który także zakłada swobodę podejmowania pracy.

Ale takie rozwiązanie jest mało prawdopodobne. W dzisiejszym wywiadzie dla „Rz” szef francuskiej dyplomacji Jean-Marc Ayrault ostrzega, że w razie zwycięstwa Brexitu Brytyjczycy stracą wszystkie przywileje członkostwa. Takie samo stanowisko zajmuje w wywiadzie dla „Spiegla” niemiecki minister finansów.

– Albo jest się w Unii, albo poza nią – twierdzi Wolfgang Schaueble.

Ale problem pojawia się także po stronie brytyjskiej. Liderzy kampanii na rzecz Brexitu, były burmistrz Londynu Boris Johnson i sekretarz sprawiedliwości Michal Gove, jako główny powód swojego sprzeciwu wobec Unii wymieniają masową imigrację zarobkową (330 tys. osób netto w ub.r.) na Wyspy. A w razie porażki referendum i spodziewanej dymisji Davida Camerona to jeden z nich zapewne zostałby premierem. – Bardzo szybko Johnson lub Gove będą musieli wprowadzić ograniczenia dla imigrantów, aby zachować wiarygodność – mówi „Rz” Ian Bond, dyrektor ds. zagranicznych European Center for European Research (CER) w Londynie.




Powyżej 35 tys. funtów rocznie

Imigranci z Unii najbardziej obawiają się, że w takim przypadku ich status zostanie zrównany z imigrantami spoza Wspólnoty. Od kwietnia ci ostatni nie mogą liczyć na prawo do pracy, jeśli nie zarabiają co najmniej 35 tys. funtów rocznie – choć nie dotyczy to niektórych zawodów (np. pielęgniarek) oraz osób, które legalnie mieszkają w Zjednoczonym Królestwie dłużej niż dziesięć lat. Tymczasem wśród Polaków żyjących w Wielkiej Brytanii zaledwie 30 proc. zarabia więcej niż wspomniany limit.

– Debata na temat statusu imigrantów nie rozpocznie się od razu po referendum, ale dość szybko, zapewne po letnich wakacjach – mówi „Rz” Sebastian Płóciennik, ekspert PISM.

Nie jest wykluczone, że nowe brytyjskie władze będą chciały zawrzeć dwustronne porozumienia w sprawie prawa do pracy z tymi krajami Unii, na których zależy im najbardziej. To dotyczy w szczególności Hiszpanii i Francji, gdzie osiedliło się odpowiednio 800 tys. i 300 tys. Brytyjczyków. Madryt i Paryż już sygnalizują, że wprowadzą lustrzane retorsje do tych, jakie dotkną ze strony Londynu ich własnych obywateli żyjących w Zjednoczonym Królestwie. Ale polskie władze takiej karty przetargowej nie mają.

Poza zmianą statusu Brexit może uderzyć w Polaków także w inny sposób.

– Nadejdzie okres wielkiej niepewności, inwestorzy zostaną wystraszeni, gospodarka spowolni albo wejdzie w recesję i wzrośnie bezrobocie. A wówczas pojawi się ogromna presja na rzecz przyznania w pierwszej kolejności pracy Brytyjczykom, nie cudzoziemcom. Polacy mogą wtedy stracić jako pierwsi pracę, szczególnie ci mniej wykształceni – ostrzega Sebastian Płóciennik. – Innym czynnikiem, który zachęci Polaków do powrotu do kraju, może być także spodziewane załamanie funta: zdaniem ekspertów brytyjska waluta może po wyjściu kraju z Unii stracić 1/5 wartości – dodaje ekspert PISM.

Dla Polski osiedlenie się nawet 400 tys. emigrantów z Wielkiej Brytanii mogłoby choć trochę wyrównać zapaść demograficzną. Ale spadłyby też transfery ze Zjednoczonego Królestwie, które trafiają zwykle do najuboższych rodzin. Na razie to około 5 mld zł rocznie.

źródło: Rzeczpospolita/ wp.pl


(Visited 334 times, 7 visits today)