Katastrofa w Smoleńsku z 10 kwietnia 2010 roku wciąż budzi wiele emocji. Przez sześć lat pojawiało się wiele informacji na temat jej przebiegu, ale nie wszystkie były do końca prawdziwe. Zobaczcie, co okazało się nieprawdą.

 

1. Godzina katastrofy. Przez pierwsze dwa tygodnie od katastrofy podawano, że samolot prezydencki rozbił się o godz. 8:56. Faktycznie jednak do katastrofy doszło nieco wcześniej, o godz. 8:41.

2. Przejęcie władzy. O godz. 11 ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski rozpoczął przejmowanie władzy. Zgodnie z konstytucją w razie śmierci prezydenta jego obowiązki przejmuje właśnie on. Nie było wtedy jednak oficjalnej informacji o śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

3. Rozmowa Tuska z Putinem. Późnym wieczorem 10 kwietnia na miejsce katastrofy przybył premier Donald Tusk. Na spotkaniu z premierem Rosji, Władimirem Putinem zgodził się, by śledztwo prowadzić według zapisów konwencji chicagowskiej, a nie porozumienia polsko-rosyjskiego z 1993 r. Decyzja ta miała wpływ na to, jak ustalano przyczyny katastrofy. Główne śledztwo wciąż prowadzi Rosja, która nie zgadza się na przekazanie Polsce ważnych dowodów, w tym kluczowych dokumentów i wraku tupolewa.

4. Rezolucja PiS. 6 maja 2010 r. Prawo i Sprawiedliwość złożyło projekt rezolucji „w sprawie wezwania Prezesa Rady Ministrów do wystąpienia do władz Federacji Rosyjskiej o przekazanie stronie polskiej prowadzenia postępowania w sprawie katastrofy samolotu TU-154, mającej miejsce 10 kwietnia 2010 r.”. Koalicja rządząca i lewica zagłosowały wtedy przeciw. 13 kwietnia 2012 r. większość sejmowa – PO, PSL i SLD – również zagłosowała przeciwko projektowi uchwały ws. zobligowania władz Rosji do oddania Polsce wraku i czarnych skrzynek.

Cztery podejścia, pijany generał, brak trotylu. Nie wszystkie informacje o katastrofie w Smoleńsku były prawdziwe

5. Cztery podejścia . Przez pierwsze dni po katastrofie informowano, że Tu-154 cztery razy podchodził do lądowania, mimo że kontrolerzy nalegali, by odleciał na zapasowe lotnisko. W rzeczywistości samolot wykonywał jedno próbne podejście do lądowania, uzgodnione z wieżą i przez nią zalecone.

6. Naciski na załogę . Prezydent Lech Kaczyński miał naciskać na załogę, by lądowała niezależnie od warunków. „Pilot nie mógł podjąć sam decyzji o czterokrotnym podchodzeniu do lądowania w tak trudnych warunkach, z takimi osobami na pokładzie” – tak napisał 10 kwietnia 2010 roku Roman Kuźniar, późniejszy doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. międzynarodowych. W stenogramach z samolotu nie ma nawet śladu jakiejkolwiek ingerencji ze strony prezydenta w pracę załogi.

7. Gen. Błasik był do końca w kokpicie Informację, że gen. Andrzej Błasik był w kokpicie tupolewa w ostatnich minutach lotu, bez żadnych dowodów podał Edmund Klich 24 maja 2010 roku. Polski akredytowany przy MAK bronił tego kłamstwa również po obaleniu go przez krakowskich biegłych sądowych dzięki analizie nagrań. Głos, przypisywany wcześniej generałowi, należał do drugiego pilota, majora Roberta Grzywny. Również polska prokuratura wojskowa udowodniła, że generała nie było w ogóle w kokpicie samolotu.

8. „Jak nie wyląduję, to mnie zabije”. TVN24 twierdziła, że „takie słowa kilkadziesiąt sekund przed katastrofą prezydenckiego Tu-154M pod Smoleńskiem miał wypowiedzieć kpt. Arkadiusz Protasiuk”. Informacja pojawiła się na czerwonym pasku 14 lipca 2010 roku i powtórzono ją w „Faktach TVN”. Nie ma takich słów w żadnym stenogramie.

9. „To patrzcie, jak lądują debeściaki”. Słowa te – według „Polski The Times” – miał powiedzieć pierwszy pilot Tu-154M, gdy dowiedział się o fatalnej pogodzie. Kpt. Arkadiusz Protasiuk w ogóle tych słów nie wypowiedział. Nie ma ich w stenogramie.

10. Ziemia przekopana na metr w głąb . „Przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku, na głębokości ponad jednego metra i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny. Każdy znaleziony skrawek został przebadany genetycznie” – tak mówiła w Sejmie minister zdrowia Ewa Kopacz 28 kwietnia 2010 roku. Po dwóch latach ówczesna marszałek Sejmu przyznała, że to była nieprawda.

11. „Wkurzy się, jeśli…”. Ten rzekomy fragment rozmowy załogi Tu-154 – według wydania „Gazety Wyborczej” z 12 stycznia 2011 roku – miał być dowodem na presję, jakiej poddani byli piloci. Takich, ani podobnych słów, w ogóle nie ma w stenogramie. Podobnie jest ze słowami „dzień dobry” wypowiadanymi przez załogę, które miały świadczyć o przywitaniu osób postronnych w kokpicie samolotu. Takich słów w stenogramie nie ma.

12. Pijany generał Błasik zmusił pilotów do lądowania. Opublikowanie raportu MAK było apogeum smoleńskiego kłamstwa (12 stycznia 2011 r.). Sformułowanie „podpity generał” pojawiło się też w niektórych mediach w Polsce, w tym w „Gazecie Wyborczej oraz na portalach RMF24.pl i Interia.pl. Szefowa MAK Tatiana Anodina powołała się na rzekomą obecność 0,6 promila alkoholu we krwi gen. Andrzeja Błasika, niepotwierdzoną przez żadne niezależne badania. W 2014 roku badania przeprowadzone przez polską prokuraturę wykazały, że gen. Błasik i pozostali pasażerowie byli trzeźwi.

13. Kłótnia pilota i generała . Przed startem Tu-154M miało dojść do kłótni między gen. Andrzejem Błasikiem a kpt. Arkadiuszem Protasiukiem. Tę wiadomość podała stacja TVN24 (25 lutego 2011 roku), a potem przez wiele dni powtarzała ją większość mediów. Kapitan Arkadiusz Protasiuk rzekomo nie chciał 10 kwietnia zasiąść za sterami rządowego tupolewa i na płycie lotniska Okęcie kłócił się o to ze swoim przełożonym. Jak się okazało, o kłótni zeznał szef BOR gen. Marian Janicki, który przebywał w Krakowie w czasie odlotu Tu-154M z Okęcia. Kłótni zaprzeczyli świadkowie odlotu Tu-154M oficerowie BOR, którzy stwierdzali w swoich zeznaniach, że o tej sytuacji dowiedzieli się z mediów. Prokuratura przyznała również, że żadnej kłótni nie było.

Codziennie Busy do Polski oraz Holandii, Niemiec, Belgii.

14. Nie było trotylu na wraku tupolewa. W październiku 2012 r. w „Rzeczpospolitej” ukazał się artykuł, w którym poinformowano, że na wraku tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem, znaleziono ślady trotylu. Za ten artykuł jego autor Cezary Gmyz został zwolniony z dziennika. Zarzucono mu, że wyciągnął pochopne wnioski zawierzając informatorom, a nie mając żadnego potwierdzenia. Tymczasem prokuratorzy nie zdementowali pogłosek na temat trotylu, a prokurator generalny Andrzej Seremet dzień wcześniej w rozmowie z naczelnym dziennika upewnił go o prawdziwości informacji. Także próbki rzeczy jednej z ofiar katastrofy, dzięki staraniom rodziny zbadane w USA, wykazały obecność trotylu. Urządzenia, którymi w badaniach wraku posługiwali się śledczy, również wykazały obecność trotylu. W listopadzie 2015 r. sąd przyznał rację Cezaremu Gmyzowi i uznał, że jego tekst o trotylu na wraku tupolewa był rzetelny oraz zaświadczył, że dziennikarz dopełnił wszelkich standardów dziennikarskich.

15. Premier Tusk po raporcie MAK. Szef rządu Donald Tusk w dniu publikacji rosyjskiego raportu był na urlopie. Po kilku dniach zabrał głos w tej sprawie: „dzisiaj te relacje polsko-rosyjskie, także w związku ze zdarzeniami z ostatnich dni, są relacjami trudniejszymi niż przed 10 kwietnia, co do tego nie ma wątpliwości. Być może znalazły się na rozdrożu. Z różnych względów. Ale zadaniem polskiego rządu, bo spoczywa na nas większa odpowiedzialność niż na tych, którzy krzyczą niemal każdego dnia, co im ślina na język przyniesie, zadaniem polskiego rządu jest wyprowadzić z tego rozdroża te relacje, a nie szukać argumentów na rzecz narastającego konfliktu”.

źródło: tvp.info