Płace minimalne i tanie jabłka z Polski – sadownicy znad Jeziora Bodeńskiego mają aż nadto powodów do obaw, pisze „Sueddeutsche Zeitung”.





„Na początku kwietnia wśród bawarskich sadowników panował optymizm. „Jeśli tak dalej pójdzie, już teraz możemy się cieszyć na piękne jabłka” – monachijski dziennik przytacza wypowiedź szefa bawarskiego związku sadowników sprzed kilku tygodni.
Drzewa zakwitają dziś wprawdzie wcześniej niż jeszcze kilka lat temu, ale rolnicy kładą to na karb zmian klimatycznych i nie widzą powodów do obaw. Przed zapowiadanymi na połowę tygodnia przymrozkami, które mają być znacznie ostrzejsze niż w minioną niedzielę, hodowcy jabłek przyznają, że „trzęsą portkami”.
Tym bardziej, że jak pisze gazeta: „Od dwóch lat i tak już doskwiera im obowiązująca płaca minimalna. Rolnicy muszą teraz płacić swoim pracownikom osiem euro na godzinę” – przypomina SZ




blog23

Boleśnie odczuwają to zwłaszcza hodowcy szparagów, truskawek i jabłek. Tu bowiem nie można zautomatyzować pracy, tylko trzeba zbierać ręcznie. „Chętnie płacimy naszym pracownikom osiem euro, ale jeżeli słoweński rolnik płaci swoim ludziom tylko 2,30 euro i hurtowo sprzedaje u nas jabłka, nasze już nie mają szans” – przyznał gazecie szef związku sadowników z powiatu Lindau.
„Do płacy minimalnej dochodzi dodatkowo nałożony przez Rosję zakaz importu owoców z UE” – pisze SZ. – „Od czasu wejścia zakazu w życie niemiecki rynek zalewają przede wszystkim polskie jabłka. „Po cenach najniższych z możliwych” – dodał cytowany przez „Sueddeutsche Zeitung” sadownik z Lindau. Region wokół Jeziora Bodeńskiego jest drugim co do wielkości „zagłębiem owocowym” Niemiec.




opr. Elżbieta Stasik
źródło: dw.com

(Visited 85 times, 1 visits today)