Przez lata „do łopaty” odsyłano najmniej zdolnych i najbardziej leniwych. Dziś okazuje się, że to był świetny wybór. Fachowcy zarabiają znacznie lepiej niż znaczna część tak zwanych „profesjonalistów” czy „intelektualistów”, z którymi zwykliśmy kojarzyć klasę średnią. Rynek pracy i intratnych zleceń stoi dla nich otworem. Czytamy w InnPoland




Busy do Holandii. Codzienne przejazdy bez limitu Bagażu

Basię Sowę – jedną z popularnych Majsterek – złapaliśmy przy malowaniu. – Dziś mój dzień zaczął się od wizyty w markecie. Kupiłam sobie wałek, szpachelkę, dwie folie, taśmę malarską, kijek teleskopowy i kuwetę – zaczyna opowiadać. – Całość kosztowała mnie jakieś 40 złotych, plus farba jakieś 30 złotych. I to jest całkowity koszt mojego remontu, jeżeli nie liczyć mojej pracy. Podejrzewam, że gdybym chciała zaangażować do tego fachowca, byłoby to od trzech do pięciu razy więcej. Plus nerwy, które zżera nadzorowanie takiej usługi – dodaje.

No właśnie. Kilka lat wcześniej Basia chciała wyremontować kuchnię: znalazła „majstra”, a ten wycenił robotę. Tyle że w ostatniej chwili podniósł stawkę, w zamian za tę „niedogodność” oferując posiadany, nowy zlew. – Przy odbiorze pan pokazuje zlew. Z jednej strony dziura na kran, po przeciwnej stronie – jakaś inna dziura. Pytam, co to za dziura. A on mówi: „ja nie mam, ale jest taki specjalny pojemnik na mydło, który się do takiej dziury wkłada, trzeba dokupić”. Zielona wtedy byłam, wydawało mi się, że i tak może być – śmieje się dziś „Majsterka”.




WIĘCEJ PRZECZYTASZ W InnPOLAND.pl

(Visited 110 times, 2 visits today)