W ciągu ubiegłego roku za Odrą napłynęło prawie milion migrantów. Żaden inny kraj Europy nie wziął na siebie takiej odpowiedzialności za uchodźców i imigrantów, jak Niemcy, które ustami kanclerz Angeli Merkel powiedziały „damy radę”. Teraz, gdy za chwilę wystartuje kampania przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi, w Berlinie zmienią jednak zdanie. I dają do zrozumienia, że wielu przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki nie powinno przywiązywać się do mieszkania w Niemczech.





uchodźcy

Lepiej się w Niemczech nie rozgaszczać…
W miniony weekend minister spraw wewnętrznych Niemiec Thomas de Maizière ogłosił trzy bardo ważne informacje związane z tym, jak kryzys migracyjny wpłynie na przyszłość Niemiec.

Po pierwsze, szef niemieckich służb poinformował, że wreszcie dobrze policzono, ilu tak naprawdę dodatkowych mieszkańców pojawiło się w jego kraju. Okazało się, iż w trakcie tego całego migracyjnego zamieszania naliczono grubo ponad 200 tys. osób… za dużo. Po dogłębnej weryfikacji de Maizière mógł oficjalnie ogłosić, że w ubiegłym roku Niemcy przyjęły „jedynie” ok. 890 tys. uchodźców i imigrantów.




busy do niemiec
To nadal ogromna liczba. I Niemcy nadal starają się, by z czasem się ona zmniejszała. Nie takie były pierwotne założenia, ale im migranci coraz mniej mile widziani są przez niemieckie społeczeństwo, tym nawet Angela Merkel nie chce ryzykować dalszych dyskusji. – Niemcy nie były gotowe na przyjęcie miliona migrantów – przyznała przed dwoma tygodniami. I chyba wreszcie dała zielone światło, by coś z tym błędem zrobić.

Drugą ważną wiadomością, którą ogłosił Thomas de Maizière była więc zapowiedź, że Niemcy zamierzają dążyć do tego, by udało się… odsyłać migrantów. Tam, gdzie pierwszy raz przekroczyli unijne granice. Na to pozwalają bowiem obowiązujące w Unii Europejskiej przepisy wynikające z umowy Dublin III. Ba, wręcz zobowiązują one kraje członkowskie do takiego postępowania z uchodźcami i imigrantami spływającymi do wspólnoty.




Więcej w naTemat.pl

(Visited 110 times, 1 visits today)