Trwa jej dramatyczna batalia o życie. Kora (65 l.) martwi się o każdy kolejny dzień. Trzy lata od operacji raka jajników okazuje się, że piosenkarka była bliska śmierci. Gdyby operacja spóźniła się o 10 minut Kora, mogłaby nie żyć.





kora bylam-10-minut-od-smierci_26136183

Tego nie wiedział nikt prócz najbliższych piosenkarki. Kiedy pod koniec 2013 roku Kora zachorowała na raka jajników, cały jej świat legł w gruzach. – Być może uratowała mnie totalna nieświadomość. Fakt, że wiadomość o chorobie spadła na mnie nagle, że natychmiast byłam operowana… To wszystko działo się w sekundach, a ja byłam jak ogłuszona. I to trwało bardzo długo – wyznała Kora w wywiadzie dla „Vivy!”.

Tylko szybka reakcja lekarzy sprawiła, że dzisiaj Kora jest ciągle z nami. – Gdyby operacja, notabene mistrzowsko przeprowadzona przez doktora Pukaluka w Zamościu, spóźniła się o 10 minut, Kora mogłaby nie żyć. Wtedy człowiek nad niczym innym niż to, co się dzieje tu i teraz, się nie zastanawia – podkreśla mąż gwiazdy Kamil Sipowicz (63 l.).




kora bylam-10-minut-od-smierci_26136177

Okazuje się, że artystka bardzo źle zniosła operację i chemioterapię. – Wpadłam w depresję, przestałam jeść. Wszystko widziałam w czarnych kolorach – wyznaje Kora.

Teraz artystka walczy o każdy dzień, wszystko za sprawą bardzo drogiego leku, który ratuje jej życie. – Przeprowadzamy się w samej Warszawie z jednego punktu do drugiego, ponieważ musimy wynająć dom, żeby mieć pieniądze na mój lek. Zabezpieczamy się – opowiada o ich życiu piosenkarka. – W tym lekarstwie jest coś pozaracjonalnego. Nie wiemy do końca, czym ono jest.




busy holandia polska

Jego działanie polega na blokowaniu aktywności nowotworu. Ono jest jednocześnie jak hostia. Jak ktoś wierzy w hostię, doskonale rozumie, jakie to lekarstwo ma dla mnie znaczenie. Ono ratuje mi życie – mówi z rozpaczą.

Artystka marzy nie tylko o tym, by żyć jak najdłużej. Bardzo by chciała także wrócić na scenę. To niestety wydaje się coraz mniej realne. – Mam problem z utrzymaniem głosu, bo nie śpiewam – mówi.




– Mogłabym dochodzić do zdrowia w Warszawie i wrócić do pracy koncertowej, bo o to głównie chodzi. Ale nie wiadomo, czy byłabym w stanie udźwignąć taki wysiłek. Może byłby skazany na straty? Ja żyję z pewnym wyrokiem. Zrobię próby, poświęcę temu pół roku, wszystko będzie dopięte na ostatni guzik, po czym nagle okaże się że mój stan się pogorszył, muszę wziąć chemię i co wtedy? – pyta łamiącym się głosem.

źródło: se.pl


(Visited 201 times, 1 visits today)