W swoim pierwszym meczu turnieju finałowego Ligi Światowej w Krakowie reprezentacja Polski pokonała Francuzów, choć przegrywała już 0:2 w setach. W czwartek Polacy będą walczyć z Serbią w drugim meczu fazy grupowej.




Mistrzowie Europy już po raz szósty w tym sezonie stanęli na przeciwko mistrzów świata. Pięć pojedynków wygrali Francuzi, a jeden, podczas turnieju kwalifikacyjnego w Tokio, Biało-Czerwoni, dlatego faworytem meczu grupowego Ligi Światowej byli podopieczni trenera Laurenta Tillie.

W początkowych fragmentach meczu obie ekipy grały trochę nierówno i szukały swojego rytmu. Szybciej złapali go Polacy, którzy wyszli w dość nietypowym składzie, czyli z Dawidem Konarskim, Rafałem Buszkiem i Piotrem Nowakowskim. Po drugiej stronie siatki brakowało wciąż leczącego kontuzję Kevina Tillie. Najlepiej z całej drużyny Biało-Czerwonych grał Michał Kubiak i to jego skuteczne kontrataki i obrony dały gospodarzom kilkopunktową przewagę (19:15). W tym momencie trener Stephane Antiga zdecydował się na podwójną zmianę i wprowadził na boisko Fabiana Drzyzgę oraz Bartosza Kurka. Ta zmiana okazała się zupełnie nieudana i w połączeniu z serią doskonałych zagrywek Kevina Le Roux pozwoliła Francuzom doprowadzić do remisu, a potem wyjść na prowadzenie. Powrotna zmiana podwójna w polskiej drużynie już nie pomogła, bo rozpędzeni goście wygrywali każdą akcję. Seta zakończył asem serwisowym Nicolas Marechal.




Busy do Holandii. Codzienne przejazdy bez limitu Bagażu

Druga odsłona spotkania nie była wyrównana ani przez moment. Kolejny raz seryjnie pognębił polskich przyjmujących Le Roux i jego zespół miał już na pierwszej przerwie technicznej sporą przewagę. Dalej ona się tylko zwiększała, a Antiga wpuścił na boisko Mateusza Bieńka i Mateusza Mikę. Niewiele to zmieniło, bo gościom wychodziło wszystko, a prawie każdy z nich był ogromnym zagrożeniem w polu serwisowym dla rywali. Bardzo szybko było już 2:0 w setach dla mistrzów Europy.




Wszystko zapowiadało krótki mecz, ale Biało-Czerwoni nie spuścili głów. Sygnał do ataku dał Bieniek, który na rozpoczęcie trzeciego seta pokazał przeciwnikom, że on też umie zagrywać (3:0). Tak zaskoczył tym Francuzów, że zaczęli się mylić na potęgę we wszystkich elementach. A tymczasem Polacy z każdą akcja grali coraz lepiej, zupełnie nie przypominali siebie samych z poprzedniej odsłony (14:6). Bardzo dobrze, zwłaszcza w polu serwisowym, radził sobie, wcześniej mało widoczny, Rafał Buszek, a świetnie wspomagał go Konarski. Nagły przypływ dyspozycji u swoich kolegów bardzo skutecznie wykorzystywał Grzegorz Łomacz, który rozrzucał atak i udawało mu się gubić francuski blok. Za to cieniami samych siebie z poprzednich setów byli Antonin Rouzier i Earvin Ngapeth. Nic więc dziwnego, że skończyło się wysoką wygraną gospodarzy.

źródło: wp.pl


(Visited 103 times, 1 visits today)