W ostatnich latach bardzo dużo słyszało się na temat prywatności w sieci. Za portalem spidersweb podajemy, że inwigilacja w pewnym stopniu jest potrzebna. Należy tylko zadbać, by nie wymknęła się ona nam spod kontroli.  

Eurojust domagał się, wspólnych unijnych zasad inwigilowania w Internecie, dotyczących między innymi internetowej komunikacji przez komunikatory internetowe, w tym Skype’a i Facebook Messengera.

Eurojust jest tylko agencją i nie może zgłaszać projektów ustaw, ale jej postulaty zostały wysłuchane.

O tym, do czego prowadzą w żaden sposób niekontrolowane kanały informacji wiedzą osoby, które korzystały z cebulowej, do niedawna niemożliwej do złamania, sieci TOR. Za jej pomocą możliwe było kupno narkotyków, ludzi, poznanie sposobów na uprowadzenie dziecka lub zabicie drugiej osoby, a także pozbycie się dowodów różnego rodzaju nielegalnych działalności. Czy takie informacje powinny być potrzebne normalnemu człowiekowi? Nie muszę chyba odpowiadać na to pytanie.

Nie uważam jednak częściowej inwigilacji za coś przyjemnego, lecz za konieczne lekarstwo, które należy w dzisiejszych czasach przyjmować. W momencie, kiedy świat jest globalną wioską, a wszelkie informacje mogą przechodzić z jednego końca świata na drugi w ułamku sekundy, kontrolowanie łączności jest najzwyczajniej w świecie potrzebne. Chociażby po to, by zapobiec licznym aktom terroru, których w obecnych warunkach może być coraz więcej.

Busy do Holandii, Belgii oraz Holandii

Oczywiście nie możemy sobie narzucić masowego prewencyjnego podsłuchiwania w stylu amerykańskim.

Narzędzie takie mogłoby służyć do znalezienia haków dosłownie na każdego. Już Feliks Dzierżyński mówił, że nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani.

Oczywiście nie należy zakładać, że narzędzia służące do pełnej inwigilacji obywateli są wykorzystywane w niezgodny z prawem sposób. Jednak raz wdrożone mogłoby być używane na szeroką skalę w mniej sprzyjających okolicznościach. Na przykład gdyby nasze państwo przyjęło bardziej opresyjny charakter lub było okupowane.

Jeżeli chcecie sobie wyobrazić, jakie konsekwencje dla niewygodnego obywatela miałaby masowa inwigilacja, wyobraźcie sobie, że Jan Kowalski ma dostęp nie tylko do przedmiotów znajdujących się na waszych biurkach i w workach na śmieci, ale też do wszystkich, również prywatnych rozmów, historii przeglądanych stron oraz materiałów znajdujących się na dyskach twardych wszystkich ludzi w Polsce. Zebranych w ten sposób niewygodnych informacji byłoby tyle, że „Wiadomości”, „TVN24”, „Polsat News” mogłoby nadawać swoje programy przez kilanascie lat 6 razy dziennie, przez 1 godzinę, nie wliczając w to reklam.

Usystematyzowanie kwestii różnych rodzajów inwigilacji ma pozytywny wpływ na prywatność przeciętnego Kowalskiego.

Gazeta Wyborcza słusznie przytoczyła uwagę Komisji Europejskiej. Wówczas kwestii podsłuchów nie kontrolował w Polsce żaden zewnętrzny organ. Z kolei nie tak dawno, w zeszłym roku, Trybunał Konstytucyjny nakazał poprawienie przepisów dotyczących magazynowania informacji o klientach przez firmy telekomunikacyjne.

 

Oznacza to, że do tej pory inwigilacja była przeprowadzana na granicy prawa i nikt jej nie kontrolował. W sprzyjających okolicznościach służby mogły tak zdobyte informacje przekazywać dalej i nikt tego nie zauważył. To dopiero była nienormalna sytuacja. Stąd te  liczne afery. O wiele bardziej chora niż chęć wprowadzenia kilku jasnych zasad regulujących działanie folwarków zwierzęcych,do których zaliczyć trzeba zarówno polskie, jak też europejskie służby zdobywające informacje na nasz temat.

Oddając kawałek naszej wolności otrzymujemy nie tylko bezpieczeństwo, ale też zyskujemy jasne prawo do swojej prywatności.

źródło: spidersweb.pl

(Visited 40 times, 1 visits today)