Radio ZET ujawniło szokujące informacje. To może być największa afera w Polsce od wielu lat. We wszystko zamieszane jest CBA i… politycy Prawa i Sprawiedliwości.





Codzienne przejazdy busem z Polski do Holandii, Niemiec, Belgii
Codzienne przejazdy busem z Polski do Holandii, Niemiec, Belgii

Radio ZET ujawniło niezwykłe informacje dotyczące operacji sprzed przejęcia przez PiS władzy. Jak informuje dziennikarz „Zetki” Mariusz Gierszewski, miało dojść do przecieku, który pozwolił ostrzec współpracownika posłanki PiS pochodzącej z Lubelszczyzny.

Przeciwko niemu prowadzono operację, jednak w odpowiednim momencie przez znajomości posłanki dowiedział się o tym od niej. O wszystkim poinformował prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego były szef lubelskiej delegatury CBA w specjalnym liście. Ten pozostał jednak bez odpowiedzi.

W CBA doszło do przecieku

Były dyrektor delegatury CBA w Lublinie Tomasz G. napisał do prezesa Jarosława Kaczyńskiego list. Wyłuszcza w nim wszystkie szczegóły związane z przeciekiem. Jak się okazuje w grudniu 2015 roku, kiedy PiS przejął już rządy w Polsce, Tomasz G. poinformował o przecieku szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernesta Bejdę.




busy do holandii, busy polska holandia, bus do holandii
Codzienne przejazdy busem do Holandii, Belgii i Niemiec. Bez Przesiadek, Zadzwoń teraz +48 533 123456

Jak twierdzi, pomimo solidnych dowodów nie wszczęto postępowania dyscyplinarnego przeciwko agentowi, który winny był przecieku. Przeprowadzono jedynie postępowanie wyjaśniające, w którym przedstawiono mu stawiane zarzuty.

Następnie, jak informuje G., agent otrzymał podwyżkę w wysokości 2,5 tys. zł i premię. Sam autor listu do Kaczyńskiego został z kolei zwolniony z początkiem 2016 roku. Później jeszcze osoba, wobec której toczyło się śledztwo i operacja CBA, objęła stanowisko prezesa w jednej ze spółek Skarbu Państwa.

– Niewykluczone, że najważniejszy warunek takiego powołania, to wieloletnia znajomość z prominentną lubelską panią poseł – pisze rozgoryczony G.

Sprawa utknęła w martwym punkcie

Prezes partii rządzącej otrzymać list miał w październiku 2016 roku. Od tamtego czasu jego autor nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Paweł Wojtunik skomentował ten przeciek porównując go do afery starachowickiej.



– Mogło dojść do zagrożenia życia funkcjonariuszy prowadzących operację – stwierdził Wojtunik.

CBA także skomentowało tę sprawę zaprzeczając jednak głównym tezom pisma Tomasza G. do prezesa PiS.

– Informacje pozyskane z CBA dowodzą, że w lubelskiej delegaturze CBA nie doszło do przecieku informacji – stwierdzono w komunikacie. – Jednocześnie informuję, że opisywana sprawa była wyjaśniana w ramach postępowania wewnętrznego, wszczętego pod koniec 2015 roku. Postępowanie to nie dało podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, a tym bardziej nie wykazało, by doszło do przestępstwa – dodano.

źródło: Pikio.pl

(Visited 541 times, 1 visits today)