W piątkowy wieczór, 27 maja, w Ergo Arenie publiczność rozwścieczyło to, że w walce wieczoru – która zaczęła się już po północy – Khalidov walczył właściwie tylko w pierwszej rundzie. W drugiej i trzeciej więcej… leżał na plecach na macie! Czy była to strategia, czyli chęć ściągnięcia Karaoglu do parteru – bo w tzw. stójce, czyli walce na nogach, w boksie, Turek jest po prostu za mocny?



BUSY DO HOLANDII, NIEMIEC, BELGII Z ADRESU POD ADRES

Za chwilę Khalidov dostał złoty pas federacji KSW, którego bronił w walce z niemieckim Turkiem Azizem Karaoglu.
Khalidov, zdezorientowany, przytłumiony, nie wiedział przez chwilę, co zrobić. W końcu wziął pas i powiesił go na ramieniu Karaoglu. Turek oddał go jednak Mamedowi. Ludzie dalej gwizdali.

W klatce był już także Mateusz Borek, sportowy komentator Polsatu. Próbował rozmawiać z Mamedem, ale jego głos tonął w głośnych gwizdach publiczności.




Khalidov: – Nie wiem, czy wygrałem czy przegrałem, bo nie widziałem tej walki z boku. Nie potrafię tego ocenić. To zadanie sędziów. Dziękuję wam za gwizdy! Robię sobie przerwę od MMA na rok. Muszę odpocząć! To była najtrudniejsza walka w mojej karierze…

Mamed szybko, w trzy rundy, z bohatera stał się antybohaterem.

– Moja głowa nie była w klatce – mówił.
– Nie byłem sobą!
– Nie chcę być już twardy jak skała, mam tego dosyć!
– Muszę odpocząć. Odwiedzić rodziców w Czeczenii. Za rzadko do nich jeżdżę. Pieniądze nie są najważniejsze – mówił Chalidow.





źródło: gdansk.pl

(Visited 3 213 times, 2 visits today)