Już za tydzień Wielkanoc. Być może już w czwartek bierzesz wolne, żeby spokojnie dekorować mazurki, piec schab i szorować okna. A może wielkimi krokami zbliża się twój pierwszy raz. Po raz pierwszy zarwiesz noc nie, żeby uczyć się do egzaminu albo tańczyć do rana w klubie, ale żeby wypastować parkiet. Równie prawdopodobne, że święta sprowadzają się dla ciebie jedynie do czterech dni wylegiwania się, z przerwą na żur u rodziców i/lub teściów.

Niezależnie od tego, którą z frakcji reprezentujesz, najpewniej nie do końca czujesz się z tym w (nomen omen) porządku. Bowiem problem Pań Domu – zarówno tych ch***wych, jak i idealnych, nie polega wcale na opowiedzeniu się po jednej ze stron i okopaniu się w domowej nieporadności lub akcentowanym perfekcjonizmie.

Nazwa tej zaszczytnej funkcji brzmi dumnie, podkreśla stan posiadania i domniemaną władzę. A że władza rozciąga się na kilka smutnych sprzętów RTV i AGD? Kto zwracałby na to uwagę, to przecież tradycja – istnieje po to, żeby ją kultywować.

Do czego zmierzam? Niezależnie od tego, jak bardzo starasz się być perfekcyjną Panią Domu, albo jak często na temat takich postaw ironizujesz, musisz uświadomić sobie jedną, podstawową rzecz.
Kobieta to ktoś, kogo postrzega się przez pryzmat otoczenia, w którym mieszka. Wysokość not, które możesz otrzymać za utrzymywanie porządku i umiejętności kulinarne jest rzeczą drugorzędną.

W oczach społeczeństwa twój dom to ty i z tej klatki wyrwać się nie sposób. Tak jak Barbie-Amazonka występuje w zestawie z koniem z grzywą zaplecioną w warkoczyki, tak ty, Kobieto, masz w zestawie miejsce, które na danym etapie życia zamieszkujesz i za które odpowiadasz przed chwalącym lub ganiącym, ale zawsze patrzącym otoczeniem.

Dla faceta dom jest tylko miejscem gdzie się śpi, czasem też jada. Nikt nie pomyśli, że brak dywanu i firanek świadczy o tym, że Pan Domu jest osobą oziębłą i nieodpowiedzialną, albo że będzie złym ojcem. Właśnie na nierozerwalnym związku kobiet z miejscem ich zamieszkania opiera się sukces zarówno programu Małgorzaty Rozenek, jak i strony Ch***wa Pani Domu.

Magdalena Kostyszyn, założycielka kultowego dziś fanpage’a, przez ostatnie cztery lata odwaliła ogromną robotę dla wszystkich młodych kobiet w Polsce, które z domu wyniosły obraz matek jednocześnie pracujących zawodowo i wykonujących samodzielnie większość prac domowych.

Nic dziwnego, że dwa tygodnie temu Magda została nominowana przez „Wysokie Obcasy” do tytułu Superbohaterki 2015. W uzasadnieniu nominacji czytamy: „za wyzwolenie setek tysięcy Polek z obowiązku bycia perfekcyjną panią domu, za dowartościowanie pracy domowej kobiet, walkę o równy podział obowiązków domowych”.

W 2012 roku, kiedy powstawała Ch***wa Pani Domu, nie śniliśmy o trendach takich jak body positivity, hashtagi #nomakeup czy #reallife. Zaledwie dwuletni Instagram szalał na punkcie obrazków jak z katalogu, pokazujących perfekcyjne życie perfekcyjnych użytkowniczek pełne białych pomieszczeń, świeżych kwiatów i zdrowego jedzenia.

Kostyszyn przywróciła uśmiech (i nie jest to tylko tandetny frazeologizm) tym z nas, które wcześniej z westchnieniem rezygnacji kładły się spać, mając przed oczami brudną łazienkę i oblepiony piekarnik. Z jednej strony myślimy co prawda „pie***lę to”, ale z drugiej nie możemy całkowicie wyzbyć się wyrzutów sumienia.

Fanpage stał się przeciwwagą do ogłupiającej postaci wykreowanej przez Małgorzatę Rozenek. Perfekcyjna Pani Domu na oczach setek tysięcy widzów dawała jasno do zrozumienia, że bałagan jest przyczyną wszelkich problemów – apatii, problemów w związku czy w pracy, a pozbycie się go sprawi, że zaczniemy nowe, lepsze życie.

Ch***wa Pani Domu odpowiedziała głośnym tupnięciem nogą i zaprowadziła na barykady wszystkie kobiety, które chciały przestać się wstydzić i żyć tak jak mają ochotę, bez dopasowywania się do zastanego modelu, którego status quo promowały media.

Oczywiście przykłady, które możemy znaleźć na fanpage’u bywają niekiedy drastyczne, nawet dla tych z nas, które lubią przyrodę (kotki z kurzu i martwe paprotki), ale uczą też specyficznie pojmowanej tolerancji. Nie mam na myśli pochylenia się nad obsychającym na cudzym dywanie tostem i głośnego oświadczenia „szanuję to”, ale wyzbycie się tendencji do porównywania i zawstydzania innych kobiet.

Zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo nasz świąteczny porządek będzie zwykłym niechlujstwem i osoby w których łazience wzdrygniesz się myśląc „ale syf”. Słowem „lepsi” i „gorsi”.

Czy osad w wannie to nasza wizytówka mówiąca prawdę i tylko prawdę o naszym charakterze? Nie, ale wszyscy kochamy uproszczenia i jeśli usiłujemy nie być osobami powierzchownymi, nieustannie musimy stawiać sobie w głowie miniaturowy znak ‚stop’ zanim wydamy sąd na czyjś temat.

Nie życzę wam zdrowych, pogodnych i rodzinnych świąt Wielkiejnocy. Życzę za to, żebyście umordowały się dokładnie tyle, na ile będziecie miały siłę i ochotę. Pod względem towarzyskim, kulinarnym i fizycznym.

Jeśli nie znosicie jajek z majonezem, zróbcie je z awokado. Uważacie, że siostra babci jest złośliwa i obłudna? NAPRAWDĘ nie musicie jej oglądać (przynajmniej nie w te święta). A jeżeli za tydzień będziecie zmęczone po całym tygodniu pracy, nie pieczcie ciasta, tylko po prostu je kupcie.

Dlaczego? Parafrazując Justina Trudeau – mamy już 2016 rok. Należy się nam od życia nieco więcej, niż gorset niepisanych nakazów i powinności, których nieprzestrzeganie grozi wyrzutami sumienia.

Napisz do autorki: helena.lygas@natemat.pl