Utonął, bo wzywał pomocy po polsku. Myśleli, że się wygłupia

Dwóch Polaków topiło się na oczach innych plażowiczów w Sea Palling, w angielskim hrabstwie Norfolk. Zanim Anglicy zrozumieli, że mężczyźni są w śmiertelnym niebezpieczeństwie, było już za późno.




Jeden z nich nie przeżył, a drugiego zabrał helikopter. 54-latek utonął na miejscu, a 26-latek dochodzi do siebie w szpitalu Addenbrooke w Cambridge, ale jego stan jest nieznany. Mężczyźni najprawdopodobniej byli spokrewnieni, a czas na plaży spędzali w gronie czteroosobowej rodziny.

Nikt nie wziął ich krzyków o pomoc na poważnie. Zanim Polacy weszli do wody, zachowywali się głośno. Kiedy zaczęli wołać o ratunek, wypoczywający na plaży Anglicy sądzili, że to część dalsza wygłupów. Dopiero po kilku minutach zorientowali się, co się dzieje i rzucili się do wody.

Zbagatelizowali zagrożenie. Tragedia zszokowała nie tylko świadków, ale i Richarda Price’a z Rady Powiatu Północnego Norfolk. Przyznał, że dopiero co zamontowano nowe znaki ostrzegawcze na plaży oraz na szlakach prowadzących do niej.





busy do holandii

Problem w tym, że kiedy umieszczasz zbyt wiele znaków ostrzegawczych, ludzie zaczynają je ignorować – czytamy wypowiedź Richarda Price’a w The Telegraph.

źródło: o2.pl